debiutancki album Hey Karen (czytaj: nowy album mój) już jest. do ściągnięcia za darmo, w przeróżnych formatach.
wtorek, 7 czerwca 2011
wtorek, 17 maja 2011
nie lubię ludzi
jeżu, ja ciągle kogoś nie lubię. "uuu, hejcisz, hejcisz", powie ktoś, ale kierwa, jeden drobny gest dziś sprawił, że czara goryczy przelała się majestatycznie.
rozdając ulotki (szlachetna praca, złego słowa nie dam powiedzieć), byłem świadkiem różnego rodzaju emocji o pejoratywnym nacechowaniu skierowanych ku mojej skromnej osobie. spojrzenia typu "bitch, please, ulotkę od CIEBIE?" czy "jestem za bogaty/ważny/fajny by brać ulotki" (pozdrawiam pana Jezusa Korwina-Mikke, dzisiejszego autora tej drugiej), różnego rodzaju komentarze, jak "nie wkurwiaj mnie", "o ulotkę nie prosiłem", czy nawet czytanie trzymanej przeze mnie ulotki/oddawanie ulotek po przeczytaniu nie dorównuje maestrii zła, jakie wobec mnie wykonała pewna średnio leciwa pani, wyglądająca na feministyczną businesswoman.
wyciągnęła rękę po ulotkę zamaszystym ruchem, z szeroko otwartą dłonią. już wręczałem ulotkę prosto w czeluść jej garści, ale jej palce, zamiast zacisnąć się na papierze, przeleciały dalej, by zacisnąć się później, przy biodrze tej oto pani, która na odchodnym posłała mi złośliwy uśmiech, po czym odwróciła się i potuptała na obcasach dalej.
no kurwa.
wiem, że rozdaję ulotki z chłamem, ale bez złośliwości, panie i panowie. i dzięki takim akcjom budzi się we mnie frustracja, powodująca nienawiść do klientów centrum handlowego, w którym znajduje się moje skromne miejsce pracy. łypię na wszystkich nieufnym okiem, spode łba, w myślach klnąc na Bogu ducha winnych przechodniów.
panie borze, daj pan abym nie musiał już rozdawać ulotek. z góry dziękuję.
rozdając ulotki (szlachetna praca, złego słowa nie dam powiedzieć), byłem świadkiem różnego rodzaju emocji o pejoratywnym nacechowaniu skierowanych ku mojej skromnej osobie. spojrzenia typu "bitch, please, ulotkę od CIEBIE?" czy "jestem za bogaty/ważny/fajny by brać ulotki" (pozdrawiam pana Jezusa Korwina-Mikke, dzisiejszego autora tej drugiej), różnego rodzaju komentarze, jak "nie wkurwiaj mnie", "o ulotkę nie prosiłem", czy nawet czytanie trzymanej przeze mnie ulotki/oddawanie ulotek po przeczytaniu nie dorównuje maestrii zła, jakie wobec mnie wykonała pewna średnio leciwa pani, wyglądająca na feministyczną businesswoman.
wyciągnęła rękę po ulotkę zamaszystym ruchem, z szeroko otwartą dłonią. już wręczałem ulotkę prosto w czeluść jej garści, ale jej palce, zamiast zacisnąć się na papierze, przeleciały dalej, by zacisnąć się później, przy biodrze tej oto pani, która na odchodnym posłała mi złośliwy uśmiech, po czym odwróciła się i potuptała na obcasach dalej.
no kurwa.
wiem, że rozdaję ulotki z chłamem, ale bez złośliwości, panie i panowie. i dzięki takim akcjom budzi się we mnie frustracja, powodująca nienawiść do klientów centrum handlowego, w którym znajduje się moje skromne miejsce pracy. łypię na wszystkich nieufnym okiem, spode łba, w myślach klnąc na Bogu ducha winnych przechodniów.
panie borze, daj pan abym nie musiał już rozdawać ulotek. z góry dziękuję.
niedziela, 15 maja 2011
album updates! / małe recenzje /
ostatnie tygodnie były dla nas łaskawe, a z nieba (oprócz banknotów) spadło kilka dobrych albumów, o których opowiem w skrócie - nie będę pisał oddzielnych recenzji bo jestem za leniwy.
poniedziałek, 9 maja 2011
przeklinam cię
maturo, przeklinam cię. w szczególności maturo ustna. twoje motywy erotyczne, a tym bardziej ich rola w sztuce, interesują mnie tyle, co prawie nic. nie oznacza to, że nie są w ogóle interesujące, ale nie do analizy w maju, gdy wiosna zaczyna stukotać ciepłem o szyby z lekkim opóźnieniem, nie do opisu w czwartek, który ma obfitować w aż 23 różne stopnie ciepła i delikatne zachmurzenie (takoż przewiduje redaktor Wicherek, a może raczej jego wujek z Chameryki), co zwiastuje miły dzień na spacer, niekoniecznie bijący słońcem na twarzy, ale niezobowiązujący do noszenia ciężkiego odzienia, nie do wygłoszenia publicznie w samo południe, kiedy mógłbym wychodzić z wanny po ciężkim obudzeniu i wyjść na rower, by zaprzyjaźnić się z wszelaką maścią dających cień drzew na Polach Mokotowskich, by czule uśmiechnąć się do trawników opasających aleję Niepodległości, by z wytchnieniem wyczekiwać butelki wody w mojej wielkiej płycie przy alei Jana Pawła II, jedynego słusznego papieża.
ciebie, królu Salomonie, ciebie, Giorgione, ciebie, Mickiewiczu, ciebie, Leśmianie, ciebie, von Trierze, ciebie, Smithie - was wszystkich przeklinam, za ten czwartek.
ciebie, królu Salomonie, ciebie, Giorgione, ciebie, Mickiewiczu, ciebie, Leśmianie, ciebie, von Trierze, ciebie, Smithie - was wszystkich przeklinam, za ten czwartek.
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
panie borze ja ciem pfosseeeeeeee
muszę się zabrać za siebie. film się sam nie zrobi, się sam nigdy nie ogarnie. mnie ogarnia strach, że wszystko się rozsypie, że pojebie, że będzie dno. myśli bardziej kontemporarne to takie, że nikogo ten projekt nie interesuje, że ktoś położy lachę i reszta pójdzie za nim. trochę to dziecinne, ale chcę, by wszystko było w porządku.
everything will be ok. everything will find its right place.
nie wierzę w to, co mówię.
nie wierzę sam sobie, to chyba najgorsze, co może się przytrafić człowiekowi.
napastują mnie myśli, że moje plany na przyszłość to straszne widzimisię, bezpodstawne, bezpłodne i nierozsądne. że będę nauczycielem. NAUCZYCIELEM. języków obcych. żadna praca nie hańbi, a i w ślady matki bym poszedł, ale to nie jest moje wymarzone to-co-robię.
panie borze jam tu na dole. ja ciem pfossse. ześlij cud albo chociaż kopa w dupę żebym się ogarnął.
ja baranek tfuj.
everything will be ok. everything will find its right place.
nie wierzę w to, co mówię.
nie wierzę sam sobie, to chyba najgorsze, co może się przytrafić człowiekowi.
napastują mnie myśli, że moje plany na przyszłość to straszne widzimisię, bezpodstawne, bezpłodne i nierozsądne. że będę nauczycielem. NAUCZYCIELEM. języków obcych. żadna praca nie hańbi, a i w ślady matki bym poszedł, ale to nie jest moje wymarzone to-co-robię.
panie borze jam tu na dole. ja ciem pfossse. ześlij cud albo chociaż kopa w dupę żebym się ogarnął.
ja baranek tfuj.
niedziela, 24 kwietnia 2011
nie lubię. enfant terrible
nie lubię gdy traktują mnie jak idiotę ludzie
co po pas stoją w błotku, taplając się uroczo
szorstko to się skończy, będzie jak po grudzie
nucę złowieszczą melodię ochoczo
nie lubię gdy wywyższają nade mną się tacy
co na maturze zdobyli piętnaście procent
debile spod klatek w odzieniu z bazaru
tata inżynier elektryk, mama magister docent
ale lubię jak jest ładnie poodkurzane
jak kwiatki pachną słodyczą
jak w telewizji śpiewają gwiazdorzy
środa, 13 kwietnia 2011
niedziela, 10 kwietnia 2011
muzyczne reminiscencje 1
wiosna zdezerterowała, jesień ją zastąpiła, za oknem tłumy wyborców PiSu, a w telewizji filmy familijne - niedziela pełną gębą. korzystając z okazji że póki co NIE WYCHODZĘ z domu, przyjrzałem się kilku kawałkom z bliższej bądź dalszej przeszłości (mojej), i zebrało się na wspominki.
poniedziałek, 21 marca 2011
gdy w powietrzu poczuję tylko wiosnę, od razu mi do głowy przychodzą myśli sprośne
ajże, dziś wiosną nie pachniało. ale jeszcze zapachnie, wszak 2 kwietnia dobry bug ma nas obdarzyć 20 stopniami na tzw. plusie! wyciągać tylko rower i pedałować. przed się.
niczym ciekawym się nie dzielę, ale po prostu musiałem. cieszę się.
niczym ciekawym się nie dzielę, ale po prostu musiałem. cieszę się.
piątek, 4 marca 2011
to nie jest recenzja.
skoro już tu jest wiosennie i fajnie, to żeby nieco odmienić klimaty od ciągłych recenzji filmowo-muzycznych, dziś napiszę coś od serca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
