poniedziałek, 9 maja 2011

przeklinam cię

maturo, przeklinam cię. w szczególności maturo ustna. twoje motywy erotyczne, a tym bardziej ich rola w sztuce, interesują mnie tyle, co prawie nic. nie oznacza to, że nie są w ogóle interesujące, ale nie do analizy w maju, gdy wiosna zaczyna stukotać ciepłem o szyby z lekkim opóźnieniem, nie do opisu w czwartek, który ma obfitować w aż 23 różne stopnie ciepła i delikatne zachmurzenie (takoż przewiduje redaktor Wicherek, a może raczej jego wujek z Chameryki), co zwiastuje miły dzień na spacer, niekoniecznie bijący słońcem na twarzy, ale niezobowiązujący do noszenia ciężkiego odzienia, nie do wygłoszenia publicznie w samo południe, kiedy mógłbym wychodzić z wanny po ciężkim obudzeniu i wyjść na rower, by zaprzyjaźnić się z wszelaką maścią dających cień drzew na Polach Mokotowskich, by czule uśmiechnąć się do trawników opasających aleję Niepodległości, by z wytchnieniem wyczekiwać butelki wody w mojej wielkiej płycie przy alei Jana Pawła II, jedynego słusznego papieża.

ciebie, królu Salomonie, ciebie, Giorgione, ciebie, Mickiewiczu, ciebie, Leśmianie, ciebie, von Trierze, ciebie, Smithie - was wszystkich przeklinam, za ten czwartek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz