niedziela, 15 maja 2011

album updates! / małe recenzje /

ostatnie tygodnie były dla nas łaskawe, a z nieba (oprócz banknotów) spadło kilka dobrych albumów, o których opowiem w skrócie - nie będę pisał oddzielnych recenzji bo jestem za leniwy.

METRONOMY - ENGLISH RIVIERA ★★☆☆
jak na Metronomy, jest to album bardzo poprawny. nie jest zły, jednak zabrakło trochę szaleństwa, które królowało na ich poprzednim longplayu. oczywiście trafiają się momenty świetnie - jak singlowe The Look czy She Wants, to nadal nie pasuje to do Metronomy, po których spodziewałem się czegoś znacznie bardziej tanecznego - to nadal są tylko momenty. ten album polecam fanom The XX czy innych, bardziej chillowych formacji, bo ja się tu nie odnalazłem.

THE DEATH SET - MICHEL POICCARD ★★★☆☆
tu mogę postawić podobny zarzut do poprzedniego opisywanego albumu - album ma za dużo spokojnych, nieco nudnawych momentów, co kompletnie nie pasuje do walniętej, dance-punkowej stylistyki, jaką prezentuje australisko-amerykańska formacja The Death Set, która swoim debiutanckim albumem, Worldwide, zmiotła mnie z powierzchni ziemi w 28 minut [sic!]. Jednak, nie jest źle - nie zabrakło tu energii, która jest znakiem rozpoznawczym TDS. porządny kawałek pieprzniętej muzyki, jednak rozwleczony sentymentalnymi numerami typu I Miss You Beau Velasco. jednak, nadzieje związane z The Death Set nie umarły i nadal bardzo wierzę w ten zespół.

MOBY - DESTROYED ★★★☆☆
Moby nadal sentymentalno-smutny. ten album to kolejny dowód, że nowego Play już nie dostaniemy, ale to niekoniecznie źle. widać progres od czasów poprzedniego Wait for Me, mamy więcej energii, momentami wręcz powrót do bardziej elektronicznych korzeni łysego Richarda. kawałki takie jak Sevastopol czy Victoria Lucas - przepyszne. a już w czerwcu, na Orange Warsaw Festival, będzie okazja usłyszeć, jak Destroyed daje radę na żywo.

NIWEA - 02 ★★★
nie, to nie jest błąd pliku, tak naprawdę wygląda "okładka" nowego albumu formacji Niwea - czarny kwadrat. i świetnie ilustruje to tematykę albumu, krążącą wokół problemów pustki, samotności, szarości życia w polskich blokowiskach (ale nie w "rapowym" tego słowa znaczeniu). choć forma przekazu, jaką wybrała sobie Niwea, jest bardzo ograniczona, to w porównaniu z genialnym, poprzednim albumem, nie ma tu wtórności, której się obawiałem. za to należą się panom Bąkowskiemu i Szczęsnemu brawa. minimalistyczna, hipnotyzująca elektronika i poetyckie melorecytacje jednak nadal idą w parze i mają się świetnie. nadmienię, że kompozycje te niebywale zyskują na żywo - koncerty Niwei są teatralnym wręcz performancem, a nowy album grają praktycznie w całości, i brzmi to bardzo, ale to bardzo dobrze. niezdecydowanym polecam.

SEBASTIaN - TOTAL ★★★
panie i panowie, electro żyje! i ma się ZA-JE-BI-ŚCIE! debiutancki longplay SebastiAna budził u mnie wielkie nadzieje, i wszystkie się spełniły. mamy tu wydarzenie na miarę Justice, 51 minut genialnej elektroniki, płynącej po głośnikach z niebywałą wręcz energią. mimo wielu krótkich przerywników, spajających album w całość, mamy całą masę bardzo dobrych utworów, pełnych świetnych, tanecznych hooków. koniec końców, płyta zjawiskowa, którą gorąco polecam wszystkim, nie tylko zagorzałym fanom electro, ale również ludziom z gatunkiem niezaznajomionym, bo jest to dobra rzecz, by rozpocząć przygodę z elektroniką. 5 z plusem.

hani.

13 komentarzy:

  1. http://en.wikipedia.org/wiki/Black_Album

    Nigga, please.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie napisałem że to pierwszy i jedyny album z kompletnie czarną okładką. + większość "Black Albumów" ma cień/odblask/coś na okładce, np. u Jaya-Z czy u Metallici. don't be too hipster.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko krytykuję kompletny brak innowacji ze strony tego zespołu.

    OdpowiedzUsuń
  4. no tak, zrobienie takiej okładki jest "too mainstream"... jak dla mnie, jeśli idzie o innowacje, to ważniejsze jest to, co na albumie, a nie to, co na okładce. don't be too hipster (extended club remix).

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę z dupy logika, bo to ujmuje ludziom, którzy z okładek robią osobną kategorię dzieł sztuki.

    OdpowiedzUsuń
  6. no a ty ujmujesz ludziom, którzy zamiast na okładkach, skupiają się na muzyce. taka sama logika.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nawet o muzyce nie wspominam - tylko chcę zwrócić uwagę na absolutny brak kreatywności, jakim wykazał się marketing director ktoś tam inny który tę okładkę wybrał. No, ale to już cecha polskiej muzyki rozrywkowej: ksero, ksero, ksero.

    OdpowiedzUsuń
  8. to rozczulające, jak nazwałeś Niweę "muzyką rozrywkową".

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie oszukujmy się kwalifikując Niweę jako coś więcej.

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja bym się pokusił i zakwalifikował. nie jest to muzyka ani szczególnie łatwa, ani szczególnie chwytliwa - właściwie jest to mniej muzyka, a bardziej performance artystyczny. pop to to nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie jest to też muzyka poważna ani wysokich lotów sztuka. Pokuszę się o stwierdzenie: elektroniczna Coma, trollując na pełnej parze.

    OdpowiedzUsuń
  12. nie jest to ani trafne, ani szczególnie zabawne stwierdzenie, więc uznam, że waść trollujesz, jak było powiedziane.

    OdpowiedzUsuń
  13. haha, nie jestem jedynym tęskniącym za Play człowiekiem! pamiętam też jak sobie ściągnąłem Wait for Me i się rozczarowałem.
    a swoją drogą to smutne że większość osób, które spotykam, na hasło Moby reagują tylko w jeden jeden jedyny totalnie legalnie samotny sposób: "lift me up, lift me up, ayayaaaaaaauaaamaaa".

    OdpowiedzUsuń