niedziela, 10 kwietnia 2011

muzyczne reminiscencje 1

wiosna zdezerterowała, jesień ją zastąpiła, za oknem tłumy wyborców PiSu, a w telewizji filmy familijne - niedziela pełną gębą. korzystając z okazji że póki co NIE WYCHODZĘ z domu, przyjrzałem się kilku kawałkom z bliższej bądź dalszej przeszłości (mojej), i zebrało się na wspominki.




kawałek zdecydowanie kojarzący mi się z gimnazjum, gdzie frajerskie zauroczenie kilkoma dziewczynami w połączeniu z tym utworem doprowadzały mnie do pedalskiego płaczu. serio, to były czasy. Make Love budzi we mnie trochę nostalgii za czasami, gdzie wszystko sprowadzało się do tego typu prostych sytuacji. i jest to bardzo przyjemny soundtrack do pisania, naprawdę. zapętlić i zabrać się za robotę - niewymagający, przyjemny rytm, kojące dźwięki klawiszy. super sprawa.



Cannonball to czasy znacznie bardziej odległe, wręcz podstawówkowe - The Breeders to jeden z zespołów, których słuchała moja mama, kiedy byłem małym chłopcem, hej. jako jedni z nielicznych na osiedlu mieliśmy brytyjskie MTV, i nagrywaliśmy teledyski na VHS - ten był chyba oglądany najczęściej. ten i Self Esteem The Offspring. do dziś mam wielki sentyment.



najświeższa z reminiscencji, już licealna. kawałek magiczny, do którego porównuję wszystkie inne, nowe utwory, które słyszę. i ten tekst... fuck yeah.

see you next time.
hani.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz