after years of waiting! jakżesz ci chłopcy się uchowali przed wyciekiem albumu przez tyle czasu?
no ale wyciek czy też jego brak to sprawa drugorzędna. sam album był wyczekiwany przez wystarczająco dużo czasu, co zawsze działa na niekorzyść debiutantów - zbyt długa przerwa między pierwszym a drugim albumem zwykle jest zgubna (vide Justice), gdyż gasi hajp, którym często-gęsto ratować się muszą nieco słabsze kontynuacje genialnych debiutów. na szczęście Surfing the Void, nowy album Klaxonsów, autorów rewelacyjnego Myths of the Near Future, broni się sam.
a jednak, włączamy album i pierwsza wtopa - skrojony typowo pod radio singiel promujący album, Echoes, z refrenem trochę zbyt bezczelnie pożyczonym od Doubt Delphic (za zauważenie tego faktu dziękujemy Pani Busz), jest mdły i ogólnie taki sobie, jakby zabrakło panom, za przeproszeniem, jajec. można spokojnie od razu przejść do następnego kawałka, jakim jest The Same Space, które nieco szerzej pokazuje nam przemianę, jaką przeszło Klaxons - od neonowego nu rave'u do klasyczniejszego alt rocka. bardzo mi to ichnie nowe wcielenie smakuje i popieram je w stu procentach, choć przemiana nie była zbyt drastyczna i echa Myths of the Near Future są bardzo wyraźne, szczególnie w najjaśniejszych punktach albumu, Venusia, i moim osobistym faworycie, Flashover, które pod postacią koncertowego openera rozgrzewa najchłodniejsze publiczności do czerwoności.
przez niespełna 40 minut Surfing the Void. nie dzieje się aż tyle, by spuszczać się z ekstazy i ogłaszać cuda zesłane z nieba przez samego pana Boga, jednak jest to bardzo solidny album, który, mimo wysokich oczekiwań, nie zawiódł i prezentuje bardzo wysoki poziom. mimo sztywnego trzymania się typowo "piosenkowej" formuły, nie jest ani sztywno, ani szczególnie nudno - jest to jeden z tych albumów, po których masz ochotę ze szczerym uśmiechem podejść do autora muzyki, klepnąć go po plecach i powiedzieć: "no, znowu ci się udało."
ocena końcowa: 8/10
Jaki tam wyczekiwany, ja nie czekałem.
OdpowiedzUsuń