poniedziałek, 9 sierpnia 2010

INCEPCJA /recenzja/

takim drobnym żarcikiem rozpocznę mój krótki wywód na temat najnowszego dzieła Christophera Nolana (znanego nam z rewelacyjnego Memento i, eee, kh kh, Mrocznego Rycerza), czyli Incepcji. film traktuje o Dominicu Cobbie (Leo DiCaprio, on naprawdę jest aktorem!), złodzieju dość nietypowym - specjalizuje się on w ekstrakcji, czyli wykradaniu informacji z uśpionego umysłu. razem ze swoimi współtowarzyszami niestety pierdoli pewną ważną robotę na zamówienie międzynarodowej korporacji, lecz jego cel - japoński biznesmen Saito (znany skądinąd Ken Watanabe), proponuje mu pomoc w zamian za przysługę, jaką będzie zniszczenie konkurencyjnego imperium poprzez zasianie takiego pomysłu w głowie dziedzica tej oto firmy w czasie snu - czyli tytułowej incepcji. zadanie oczywiście niemożliwe do wykonania, jednak Dom nie boi się niczego, szczególnie że Saito oferuje mu umożliwienie powrotu do USA, gdzie zostawił dzieci, a w tym powrocie przeszkadza mu fakt, że jest podejrzewany o morderstwo żony. Saito jest potężny, jeden telefon i Cobb jest znów mile widziany w ojczystej ziemi. no to trzeba się wziąć do roboty.

sam pomysł wydaje się niezbyt skomplikowany, jednak chyba nie to jest najważniejsze - ten film to majstersztyk techniczny pod każdym względem, sekwencje snu, choć nie kojarzące się nijak z bajkowymi marzeniami nocnymi, a raczej z faktycznym wyglądem zwykłego snu, są nafaszerowane szczegółami, które tworzą perfekcyjną całość. miasto składające się w pół czy zawirowania grawitacji na wielkim ekranie dosłownie wciskają w fotel, a zawiązująca się w filmie intryga polegająca na coraz głębszym schodzeniu w kolejne fazy snu z każdą minutą po prostu niesamowicie wkręca. dwie i pół godziny zlatuje w dosłownie mgnieniu oka, a enigmatyczne zakończenie (spokojnie, nie zaspoiluję) pozostawia mnóstwo ścieżek otwartych - i to wcale nie jest złe, gdyż amerykańska kinematografia przyzwyczaiła nas do dostawania wszystkiego z ekranu dosłownie, na talerzu, bez cienia wątpliwości. przyjemną odmianą jest to, że ktoś nas nareszcie zmusza do zastanowienia się, co tak naprawdę wydarzyło się na ekranie.

podsumowując - to naprawdę niesamowity film. Nolan, jak zawsze, pokazuje swój rewelacyjny warsztat reżyserski, co w połączeniu z efektami specjalnymi o takiej skali daje w wyniku świetnie widowisko, również dla miłośników kina typu łubudu. wystarczy wyłączyć mózg.

ocena końcowa: 8/10

1 komentarz: