coraz częściej debiutanci każą na siebie czekać. nie podoba mi się to. ale jeśli mamy czekać na coś takiego, to ja jestem za.
debiutancki album Does It Offend You, Yeah?, You Have No Idea What You're Getting Yourself Into (tak, dłużej nie można było, wiem), nie był ani oddechem świeżości, ani specjalną rewelacją, ani innowacją na rynku muzycznym w 2008. dance-punkowe indie-srindie-troniczne brzmienia były już od jakiegoś czasu obecne w obiegu (vide choćby Fantasy Black Channel, a to przykład pierwszy z brzegu). tak więc You Have No Idea... było jedynie miłym dodatkiem do rzeczywistości, z kilkoma szczególnie dobrymi momentami, a ja nade wszystko cenię sobie kawałek With A Heavy Heart (I Regret To Inform You). wspaniała sprawa. ale album jako album był pełen dość słabych momentów i nieciekawych rozjazdów, a w pamięci zostały 3, może 4 kawałki. ale nadzieja na przyszłość już się zalęgła w moim serduszku.
nowy album zapowiedziano szybko. miał wyjść jeszcze późną jesienią 2009, półtora roku po debiucie - co zawsze jest sygnałem, że nowicjusze nie spoczywają na laurach i pracują na markę. jednak wieści o albumie ucichły, a ja o DIOYY zapomniałem. i dopiero kilka miesięcy temu chłopaki o sobie przypomnieli, zapowiadając nadchodzący singiel.
po takim czasie nie miałem dużo nadziei na to, że wyjdzie z tego coś rewelacyjnego. jednak po pierwszym przesłuchaniu nowego albumu wiem, że nowe wydawnictwo DIOYY, Don't Say We Didn't Warn You, przewyższa poprzednika o głowę. mamy tu zestaw energicznych kawałków, które nareszcie nie są przebrzdąkane - widać, pomysłów nie zabrakło. nie ma znanych z You Have No Idea... dłużyzn, nie wieje nudą, pociąg ruszył po szynach, jest dobrze. mamy tu też do czynienia z zamianą głównego oręża muzycznego z gitary na wyjące, mocne syntezatory, co wyszło panom na lepsze - pójście w elektronikę na pełnym wypasie sprawdza się znakomicie, co słychać szczególnie w nieco dubstepowym John Hurt, antemicznym, pędzącym Yeah!, i zdecydowanie walniętym, pierwszym singlu, The Monkeys are Coming.
jestem w pełni usatysfakcjonowany tym albumem - jest siła, jest mocny bit, są świetne linie syntezatorów, kompozycje są ciekawe, i po raz pierwszy nic u DIOYY się nie dłuży. bardzo dobry album na nadchodzącą wiosnę.
ocena końcowa: 7/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz