wtorek, 25 stycznia 2011

ENTER THE VOID - Wkraczając w Pustkę /recenzja/

prawie 3 lata czekałem na ten film, imaginujecie sobie? przez niezliczoną ilość dni kusiło mnie, by ukraść go z torrentów. ale czekałem wiernie. czy się opłaciło?

z góry wam powiem, że tak. na wczorajszym pokazie w Kinie Muranów byłem kompletnie wgnieciony w fotel i zahipnotyzowany tym, co widziałem. po filmie była okazja porozmawiać z reżyserem, genialnym, acz lekko obłąkanym (nie, serio, on ma świra w oczach) Gasparem Noé, twórcą filmu Nieodwracalne, jednego z moich ulubionych filmów wszech czasów. dlatego tak bardzo czekałem na tą projekcję. polscy dystrybutorzy poczuli pismo nosem i zwlekali ze sprowadzeniem jego najnowszego obrazu na nasze ekrany, co wcale mnie nie dziwi - ten film jest KOMPLETNIE niekomercyjny, a reakcje publiczności były bardzo zróżnicowane - na sali były śmiechy, głośne komentarze, ale momentami i westchnienia przerażenia, bądź wymowna, grobowa cisza. ten film to jedna z tych sytuacji love it or hate it - albo się ten film nienawidzi ze szczerego serca i wychodzi się z niego, zanosząc się śmiechem, bądź bierze się go z całym dobrodziejstwem inwentarza i jest się oczarowanym, wręcz zahipnotyzowanym aż do ostatniej minuty (nie bez kozery Noé ćwiczy się w sztuce hipnozy) - ja należę do tej drugiej kategorii.


fabuła przedstawia się następująco - młody diler, Oscar (niewidoczny przez prawie cały czas trwania filmu Nathaniel Brown), Amerykanin mieszkający w Tokio, zostaje zastrzelony przez policję po tym, jak jego przyjaciel w akcie zemsty wrabia go w ustawiony deal narkotykowy. teoretycznie tutaj jest logiczny finał, lecz nie - duch Oscara nie jest w stanie rozstać się z tym światem z powodu przysięgi, jaką złożył swojej młodszej siostrze, Lindzie (głównie goła Paz de la Huerta), po tragicznej śmierci ich rodziców - że już nigdy jej nie opuści. tak więc podążamy za Oscarem w wędrówce jego duszy przez wspomnienia i retrospekcje życia w stolicy Japonii, jak i poprzez teraźniejszość, gdzie obserwujemy, jakie konsekwencje jego śmierci pojawiły się u jego siostry, przyjaciół. wszystko to połączone jest ze sobą graficznie perfekcyjnymi sekwencjami narkotycznych wizji. wszystko jest kolorowe, wszystko błyszczy, miga, płynie przez ekran na nasze oczy, zalewając je potokami neonowych świateł i pulsujących animacji. wszystko z punktu widzenia, bądź zza pleców Oscara. brzmi szalenie.


i jest szalenie, zgodnie z zapowiedzią. nie jest to film łatwy, dający zwięzłe pytania i jasne, proste odpowiedzi. do końca można głowić się, czy tak naprawdę śmierć Oscara nie jest kolejnym jego tripem? jego przyjaciel, Alex, tuż przed śmiercią opowiada o narkotykach, zdolnych pokazać nam właśnie takie rzeczy, a na samym początku filmu widzimy, jak Oscar pali DMT - Wikipedia opisuje, że dimetylotryptamina powoduje silne enteogeniczne doświadczenie, które obejmuje intensywne efekty wizualne, wyraźne zmiany percepcyjne, euforię a nawet halucynacje, mogące przedstawiać rzeczywiste obrazy (...) zaburzenie odczuwania upływu czasu, halucynacje słuchowe, wrażenia erotyczne, et cetera, et cetera. i wszystko to widzimy na ekranie - nawet zaburzenie odczuwania czasu - film wydaje się rozwleczony, dziwnie długi, niektóre sekwencje trwają w nieskończoność, jednak jak twierdzi reżyser, ma to właśnie przypominać te niemiłosierne, wieczne minuty, które upływają jak godziny, gdy jesteś kompletnie zaćpany. 


w dodatku, czy unoszenie się duszy nad światem i dopełnianie ostatnich obietnic ziemskich, po czym poszukiwanie drogi powrotu do odwiecznego kręgu życia, nie jest czasami jedynie złudzeniem Oscara, który tuż przed zażyciem DMT czytał Tybetańską Księgę Śmierci, traktującą właśnie o reinkarnacji i pośmiertnej wędrówce duszy, i w trakcie jego działania słuchał skróconego opisu tej wędrówki, przedstawianego mu przez Alexa? czy to wszystko nie jest po prostu snem zaćpanego umysłu? jak odczytywać niejasne zakończenie? pytania, kłębiące się w głowie po projekcji, nie dają spokoju, i nadal głowię się nad ostateczną odpowiedzią. czy to film o tym, że nigdy nie opuszczamy swoich bliskich? że miłość zwycięży wszystko bądź czas to wszystko zniszczy? a może po prostu jest to opowieść o kurczowym trzymaniu się naszego marnego, ziemskiego żywota, ponieważ zwyczajnie boimy się śmierci? a jeśli nie śmierci, to chociaż tytułowej pustki? świat w filmie jest odległy, chłodny, a ludzie obserwowani z góry nie są jednostkami, a wielką masą, życie z góry wydaje się bezsensowne i nic nie znaczące. może boimy się wepchnięcia w ten tłum, kontaktu z brutalną rzeczywistością? chcąc unieść się nad dnem swojego życia (umówmy się, handlowanie prochami nie jest najlepszą robotą na świecie), Oscar szukał alternatywnych metod na podkolorowanie nudy, na zamykanie się w narkotykach, dzięki czemu uzyskał to, czego chciał - jest ponad wszystko. ale przecież to, co ściąga go na dół, to pakt z siostrą, a nie można wiecznie żyć w zawieszeniu między niebem i chodnikiem, ale finał nie daje jasnego wytłumaczenia, co wybrał Oscar, jeśli w ogóle cokolwiek wybrał, a nawet jeśli tak można rozpatrywać ten film. gdzie jest granica między rzeczywistością a halucynacją, oraz rzeczywistością a zaświatami?


mnóstwo znaków zapytania, a odpowiedzi jak na lekarstwo. ale czy to nie jest dawno zapomniana rola, jaką powinno spełniać kino? zmuszać do myślenia, prowokować zadawanie pytań i pozwolić nam wyrwać się ze schematu prostych, łatwych fabułek, które niczego od widza nie wymagają i są jedynie maszynkami do trzepania kasy. powtórzę, Gaspar Noé z góry wiedział, że ten film nie zarobi za dużo, i wcale mnie to nie dziwi - nie wszyscy na sali kinowej rozumieli przekaz, płynący z ekranu, były wyżej wspomniane śmiechy i komentarze, a brawa po filmie były lakonicznie krótkie. nie mamy już zwyczaju iść do kina dla wysiłku intelektualnego, ostatnio nawet teatr nie spełnia tej roli - a Wkraczając w Pustkę, w sposób trudny, podjęło próbę stworzenia kina inteligentnego i wielowarstwowego, a jednocześnie wizualnie zjawiskowego i przekraczającego granice, jakie narzuca technika robienia filmów. i choć nie chcę rozpisywać się o mastershotach, ujęciach arealnych i całej maestrii reżyserii Gaspara Noé, bo jest to rzecz oczywista dla wszystkich, którzy widzieli Nieodwracalne (jeśli nie widzieliście, to teraz już wiecie - ten człowiek jest genialnym reżyserem), to nie sposób o tym choć nie wspomnieć - sposób, w jaki pokazane są tu wszystkie zjawiska, wywarł na mnie tak silne wrażenie, jakiego nie miałem w kinie od dawna (Avatar może się schować, a nawet possać). zatopiłem się w tym filmie całkowicie, nie mogłem domknąć szczęki przez imponujące 154 minuty trwania filmu - jednak muszę przyznać, o kilkanaście minut nieco za długo. to jedyna rzecz, która przychodzi mi do głowy, gdy myślę o minusach Wkraczając w Pustkę. jak już wspominałem, miało to przypominać wydłużone do nieskończoności tripy, jednak, w mojej skromnej opinii, kilka minut mogło spokojnie dokonać żywota na stole montażysty bez szkody dla całego geniuszu i nieopisanego mistrzostwa tego filmu. jedyne słowo jakie przychodzi mi teraz do głowy to MAJSTERSZTYK.


jednak, drogi czytelniku, zważ na moje słowa, gdyż przestrzegam cię - film jest trudny. pełen kompletnie nieocenzurowanego seksu, a i parę brutalnych scen się znajdzie. ci o lżejszych nerwach, jak i niecierpliwi bądź w ocenach prędcy nie mają na pokazie tego filmu czego szukać. widać to w niemalże idealnej polaryzacji opinii krytyków, jak i widzów - jedni uważają to za arcydzieło, inni za nudną wydmuszkę. tak jak mówiłem, love it or hate it. nic pośrodku. jeśli jednak po troszku identyfikujecie się z tym, co i mi w kinie się podoba, co mi na ekranie imponuje i co kocham, to muszę wam wyznać, że jest to

najpierw skłaniałem się ku wystawieniu temu filmowi mocnej ósemki, jednak po rozważeniu wszystkich za i przeciw uznałem, że jedyne, do czego mogę się przyczepić, to długość filmu, za którą od wyjściowej dziesiątki obcinam Wkraczając w Pustkę całą gwiazdkę, tak więc:

ocena końcowa: 9/10

hani.

4 komentarze:

  1. świetny film, świetna recenzja

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz co to duże litery na początku zdania?

    OdpowiedzUsuń
  3. nie, ta wiedza jest mi absolutnie nieznana i tajemna

    OdpowiedzUsuń
  4. 32 years old Structural Analysis Engineer Wallie Edmundson, hailing from McBride enjoys watching movies like Outsiders (Ceddo) and Vehicle restoration. Took a trip to Old Towns of Djenné and drives a Contour. znajdz te informacje tutaj

    OdpowiedzUsuń