a te kilka lat później to czytasz.
(poniższy tekst pochodzi z czerwca 2007)
Weekend ostatni naprawdę mnie zdołował. Poczułem się zdeklasowany, zdeprecjonowany, zdemontowany, zdezelowany, zdezorientowany, zdeklasyfikowany, zniszczony i rozdziewiczony analnie. Jakby nagle cała moja energia życiowa uszła ze mnie jak z balona, z którego wypuszcza się powietrze. Chciało mi się nie żyć (albo nie chciało mi się nie umrzeć). No, nie chciało mi się żyć w każdym razie. Nic mi się nie chciało.
i wiecie co? powinienem teraz powiedzieć, jak bardzo jestem zażenowany swoim stylem, swoim słownictwem z tamtego okresu, swoją niedojrzałością emocjonalną. ale jak się okazuje, i dziś przy dowolnej okazji chętnie bym napisał coś takiego. jednak miesiąc później napisałem coś, czego wstydzę się strasznie.
Przez następny tydzień posiedzę sobie w Bojanach u babci. No cóż, wieś to, więc nie ma nic ciekawego do roboty, ale przynajmniej będą jacyś ludzie. I będzie Playstation, więc nie mogę narzekać.
ja pierdolę. wtedy wystarczyła mi do szczęścia czyjaś obecność i konsola do gier. ale byłem szczęśliwym, jebniętym skurwysynem. żałosne jak żałosne, no cóż.
powyższa rozkmina spowodowana była nostalgią wywołaną przeglądaniem starego bloga.
za pięć lat pewnie napiszę tekst o żałosności Numerów Liter.
hani.
wybacz, ale ktoś ograniczył moją wolność słowa, a poza tym to ocenki też nie te, więc odpoczynek mi się przyda. znając mój słomiany zapał to długo to to nie potrwa.
OdpowiedzUsuńSkąd ja to znam ;)
OdpowiedzUsuń