panie i panowie... niesamowite Imaginarium doktora Parnassusa.
choć wiem, że obiecywałem mniej recenzji, to nie mogę się powstrzymać.
choć od miesięcy jak dziecko wyczekiwałem na The Imaginarium of Doctor Parnassus (nie wspomnę o polskim tytule, sam w sobie jest spoilerem - co za żal, polscy tłumacze od paru lat failują coraz częściej i coraz bardziej epicko...), to do kina wybierałem się z niepokojem, może nawet i lekkim strachem. film ten zdecydowanie spolaryzował międzynarodową krytykę, choć z przewagą dla opinii niepochlebnych i zdecydowanie negatywnych. martwiło mnie to, parę razy po drodze do kina nawet bawiłem się myślą, by wrócić do domu. a jeśli ten film JEST słaby? nie chcę psuć sobie wyobrażenia o Gilliamie jako o genialnym twórcy, którego każdy film jest wielkim dziełem, co niektóre to arcydzieła - jedna wpadka zrujnowałaby całe to umiłowanie i ten podziw. ale na szczęście...
anonimowe, brytyjskie miasto. wieczór. z klubu nocnego wychodzi kilka osób, wszyscy nawaleni w trzy dupy. nagle przed nimi rozstawia się objazdowy cyrk żywcem wyjęty z czasów Królowej Wiktorii, nazywający siebie Imaginarium Doktora Parnassusa (ten kontrast współczesności z bajkową przeszłością jest w filmie bardzo silnym elementem). jeden z imprezowiczów siłą wbija się na scenę, po czym przechodzi przez "magiczne" lustro z błyszczącej folii - i już znajduje się w fantastycznym świecie wyobraźni (jakkolwiek wypaczonej przez alkohol)...
choć wydaje się to sztuczką, tak nie jest - doktor Parnassus (Christopher Plummer) jest nieśmiertelnym mnichem, zdolnym wprowadzić człowieka w świat wykreowany przez jego marzenia i pragnienia. jego nieśmiertelność okupiona jest jednak układem, zawartym z samym Szatanem (genialny Tom Waits), który co i rusz proponuje Parnassusowi coraz to nowe zakłady. a życie trupy doktora Parnassusa - młodego iluzjonisty Antona, karła Percy'ego i córki Parnassusa, nieletniej jeszcze Valentiny - może nie zmienia się, ale na pewno ubarwia się, gdy znajdują wiszącego na sznurze pod mostem bezimiennego człowieka w białym garniturze (ostatnia i jedna z lepszych ról - mówiącego z brytyjskim akcentem! - Heatha Ledgera), w dodatku obarczonego amnezją, który po pewnym czasie dołącza do trupy. po pewnym czasie między nim a Valentiną rozkwita piękne i jakże zajebiście romantyczne uczucie...
co i jak się w historii życia bohaterów dzieje dowiadujemy się stopniowo, co początkowo daje spore uczucie zagubienia w fabule. na szczęście z każdą sceną wiemy, rozumiemy i chłoniemy coraz to więcej, a przy końcowych minutach już pozostaje nam tylko być fragmentem widowiska, rozbuchanego i niesamowicie magicznego. widać, że ten film miał pomysł, a wyobraźnia reżysera jeszcze go nie zawodzi - świat wyobraźni w tytułowym Imaginarium doktora Parnassusa to wizualne majstersztyki, czarujące pięknem i szkaradnością odrzucające jednocześnie - tak niesamowicie fantastyczne, że zapierają dech. w technologii 3D ten film mnóstwo by zyskał na warstwie technicznej, choć odciągałoby to może widzów od zawiłej nieco fabuły, więc chyba dobrze jest jak jest.
w sferze fabularnej Gilliam świadomie operuje kliszami, ocierając się co i rusz o banał i kicz - ten film sam w sobie jest objazdowym cyrkiem, świecącym się jaskrawo i migoczącym, ale i mistycznym, niejasnym, dziwnym. słowem - pokaz dziwadeł. ale dzięki temu scenariusz mimo wszystko nie jest schematyczny - jest za to wyjątkowo interesującą, zgrabną opowieścią, która nam się nie nudzi i nie tonie w bagnie współczesnego, zgranego pisarstwa.
ważną kwestią pozostającą nam już na koniec jest śmierć Ledgera w trakcie kręcenia i rozwiązanie tego problemu - jednak zapewniam was, umiejscowienie panów Johnny'ego Deppa, Jude'a Lawa i Colina Farrella w filmie wcale nie wydaje się sztuczne i ma sens. możecie spać spokojnie.
po seansie wyszedłem z kina ze szczęką na podłodze. film oferuje niesamowite 2 godziny magii, którą trudno zapomnieć. nadal jestem oczarowany i nie mogę wyjść z podziwu. Gilliamowi znowu się udało.

Ten film jest przeboski, pokochałam kicz :D + Lily Cole <3
OdpowiedzUsuńJa się wybieram teraz i mam nadzieję iż się nie zawiodę, bo recenzja jest bardzo przekonująca :)
OdpowiedzUsuńFilm męczący i prosty jak konstrukcja cepa... Poprostu NUDNY. Od strony wizualnej też słabo, można było wycisnąć znacznie więcej. Po godzinie modliłem sie tylko panie Terry Gilliam skończ pan wstydu oszczędź!
OdpowiedzUsuńAle to tylko moje odczucia :p
M.P.