piątek, 4 grudnia 2009

DOM ZŁY - recenzja

w polskim kinie coś drgnęło.
każda kolejna próba zamerykanizowania polskiego kina kończy się zwykle fiaskiem. czuć wtedy w kinie żenadę, lejącą się litrami z ekranu. tym razem jednak mamy do czynienia z objawieniem w stosunku do amerykanizacji w Polsce - mamy film, który o głowę przewyższa multum thrillerów i kryminałów zza Wielkiej Wody. jeśli widzieliście plakaty, to nieobce wam są opinie, iż Wojtek Smarzowski (twórca Domu Złego) jest nowym Tarantino, a sam film to polskie Fargo (nie znacie Fargo? wypierdalać do wypożyczalni DVD). pierwsze porównanie jest niezbyt trafione - nijak doszukiwać się w zimnym i przerażającym Domu Złym ciętych, dowcipnych dialogów i gloryfikacji komiksowej przemocy - dialogi są krótkie, oschłe, przekazują najważniejsze informacje. przemoc jest realistyczna, można prawie poczuć zapach krwi. Tarantino to nie jest. jednak w twierdzeniu o polskim Fargo coś jest... śnieg, bezdroża, poczucie zagubienia - jak ulał pasuje do dzieła braci Coen.

fabuła w skrócie (nie chcę za dużo zdradzać, film sam przekazuje nam fakty powoli i skrupulatnie, by na samym końcu kompletnie widza zmiażdżyć) - dwa wątki splatające się w jedną sytuację. pierwszy to historia Edwarda Środonia (panie Jakubik, pan umie grać!), typowego polaka lat 70. żonaty niedzieciaty, pracuje w PGRze, lubi dobrze wypić. gdy jednak jego żona nagle umiera, Edward zamyka się w sobie i zaczyna przepijać wszystko, co posiada - aż postanawia wyjechać na drugą stronę Polski, by odciąć się od przeszłości. czego jeszcze nie przepił to sprzedaje i rusza na Bieszczady - po drodze oczywiście psuje się autobus, a spieszonego Edka zastaje burza - i tak trafia do domu Dziabasów (Dziędziel/Preis)...
...cztery lata później znajdujemy się w stanie wojennym, gdzie rozpoczyna się drugi wątek - komisarz Mróz (Bartłomiej Topa w życiowej roli, chapeau bas!) wraz ze swoimi współpracownikami-milicjantami i zalanym w trupa prokuratorem okręgowym Tomalą (Więckiewicz) przeprowadzają rekonstrukcję minionych wydarzeń - bo tu dokonała się zbrodnia, której częścia był Edek. jaka była jego rola w tragedii? sprawa nie jest prosta, a na dodatek Mróz jest szantażowany przez wysoko postawionego polityka Jedynej Słusznej Partii, Zięba (Orzechowski - pan prawdziwy Kiler z filmu Kiler)...

alkohol, oszustwa, przekupstwo, przekręty, morderstwo - Dom Zły w sposób brutalny mówi nam o tym, że PRL nierządem stoi - widzimy to na własne oczy. milicjanci na miejscu zbrodni piją litry wódki, prokurator szafuje dowodami, naciski polityczne na wynik śledztwa się zwiększają. gdzie sprawiedliwość? gdzie jest prawda? na to drugie pytanie z ekranu pada odpowiedź gorzka, ale szczera - "nie ma takiej".

poza niesamowicie skonstruowanym scenariuszem film oferuje także niebanalną reżyserię, problem ważności obu wątków został rozwiązany w genialny sposób - co się wydarzyło 4 lata wcześniej dowiadujemy się wraz z postępami w rekonstrukcji zdarzeń, przez co Smarzowski uniknął sztuczności i wyraźnego podziału między obiema historiami. jubilerska to robota, a efekt ma naprawdę smakowity. film oglądałem naprawdę z zapartym tchem, a przez ostatnie minuty ze szczęką na kolanach - polak też potrafi zrobić dobry thriller. ba, nawet nie tyle dobry, co GENIALNY. dawno nie oglądałem czegoś tak pysznego, nie tylko w polskim, ale i zagranicznym kinie. trzyma w napięciu, ma sens (którego thrillerom często brakuje) + jeśli jeszcze dołożyć znakomitą obsadę aktorską złożoną praktycznie w całości z aktorów drugiego planu znanych z polskich seriali... patrzcie, oni naprawdę umieją grać! i to jak! Jakubik, Topa, Dziędziel, Preis... role Oscarowe.

i skoro o Oscarach mówimy, gdyby to Dom Zły, a nie Rewers, był polskim kandydatem do Oscara, to kto wie, może wreszcie doczekalibyśmy się kolejnej złotej statuetki dla polaka...


ocena końcowa: 9/10

3 komentarze: