poniedziałek, 14 grudnia 2009

2K/10/3 - NAJLEPSZE UTWORY 2000-2009

doczekaliśmy tak więc trzeciej części zestawienia 2K/10, które do tej pory zaprezentowało wam mój pogląd na najlepsze albumy i najlepsze filmy minionej dekady, dziś prezentuję najlepsze utwory, przed nami jeszcze najlepsze teledyski. choć nie wszyscy się muszą zgadzać, to jest jednak moja opinia. i w ogóle nie musicie tego czytać, jeśli nie chcecie. a więc startujemy.



10. FRANZ FERDINAND - TAKE ME OUT (2004)
z albumu Franz Ferdinand






niedużo chyba należy powiedzieć o tym oto utworze. zaczyna się owszem intrygująco, brzmi trochę jak Ramonesi, wszystko fajne i OK, ale nagle w 48 sekundzie rytm zaczyna zwalniać... i zaczyna się jeden z najbardziej charakterystycznych riffów gitarowych wszech czasów. wpada w ucho w ciągu kilkunastu sekund i już nigdy tego ucha nie opuszcza. noga tupie samopas, głowa kiwa się do rytmu bez pozwolenia. cudo.

9. JUSTICE - D.A.N.C.E. (2007)
z albumu





nawet mi nie mów, że nie kojarzysz tego kawałka. jeśli istniałeś w jakiejkolwiek ziemskiej czasoprzestrzeni latem 2007, to na pewno gdzieś to słyszałeś. bas rodem z disco lat '70, smyczki i dziecięcy chór tworzą razem jeden z najbardziej interesujących debiutanckich kawałków ostatnich lat, bo to właśnie od D.A.N.C.E. Justice rozpoczęło swoją karierę, z miejsca otrzymując przydomek następców Daft Punk. przydomek niezbyt trafiony, choć może coś w tym jest...

8. LATE OF THE PIER - SPACE AND THE WOODS (2008)
z albumu Fantasy Black Channel







znacie Late of the Pier? najbardziej pojebany zespół ostatnich lat. ich muzykę określa się jako "new wave-indie-elektroniczne ADHD" i jest to prawdziwa prawda. ich kawałek Space and the Woods, przebijając się przez brytyjskie listy przebojów przypomniał nam, dlaczego kiedyś tak uwielbialiśmy kicz. warto też wspomnień o hipnotycznym riffie gitarowym w refrenie. kawałek mistrz.

7. FLORENCE AND THE MACHINE - RABBIT HEART (RAISE IT UP) (2009)
z albumu Lungs





czy może istnieć coś takiego jak neofolk? jeśli tak, to Florence Welch wraz z zespołem The Machine to stworzyła. ich album, Lungs, był tak różny od obecnie panującej na zestawieniach muzyki, że świat z miejsca zachłysnął się nim, łaknąc odmiany. choć niektóre utwory przypominają cały zestaw współczesnych ballad, to jednak każdy utwór - w szczególności Rabbit Heart - ma w sobie coś specjalnego, coś nowego. i właśnie ten kawałek jest kwintesencją tej atmosfery.

6. COLDPLAY - THE SCIENTIST (2002)
z albumu A Rush of Blood to the Head





czasami, gdy słucham tego kawałka, to brak mi słów. to chyba najpiękniejsza piosenka miłosna, jaką ktokolwiek zdołał napisać. prosty to utwór, ale chwyta za serce jak nic innego. zdecydowanie zasłużone miejsce na liście.

5. MGMT - TIME TO PRETEND (2008)
z albumu Oracular Spectacular





o ja pierdziu, czy wy też tak macie że jak raz usłyszycie główny motyw tego kawałka to już cały dzień chodzi wam to po głowie? złośliwa bestia to. jednak nie chwytliwość jest w tym oto utworku najważniejsza - otóż mamy do czynienia z najciekawszym zespołem indie ostatnich lat, który potrafi stworzyć minimalistyczny, acz genialny kawałek z głębokim tekstem i przesłaniem (niektórzy chyba zapominają, że ten kawałek jest smutny, mimo radosnych klawiszy). niesamowita rzecz.

4. THE WHITE STRIPES - SEVEN NATION ARMY (2003)
z albumu Elephant





jedna rzecz - riff gitarowy, o którym śmiało można powiedzieć "najzajebistszy na świecie". coś więcej trzeba mówić? serio, ten kawałek miecie jak nic innego. jakżeby mógł on nie znaleźć się na tej liście?

no dobra, za nami miejsca od 10 do 4, pora na podium!

3. OUTKAST - HEY YA! (2003)
z albumu The Love Below








dużo chyba o tym kawałku nie trzeba mówić... swego czasu zdobywca wszystkich najważniejszych nagród przemysłu muzycznego, kultowy hit na skalę światową, wielki triumf duetu Outkast - a raczej połowy duetu, bo to właśnie Andre 3000 jest autorem Hey Ya!, umieszczonego na należącej do niego połowy ich podwójnego albumu Speakerboxxx/The Love Below. chyba wszyscy wiecie jak to leci, co?

2. DAFT PUNK - ONE MORE TIME (2001)
z albumu Discovery








one more time I'm gonna celebrate, oh yeah, alright, don't stop the dancing. one more time I'm gonna celebrate, oh yeah. one more time.

a więc doszliśmy do numeru pierwszego na naszej liście! najpierw jednak przypomnę resztę zestawienia:

10. Franz Ferdinand - Take Me Out
9. Justice - D.A.N.C.E.
8. Late of the Pier - Space and the Woods
7. Florence and the Machine - Rabbit Heart (Raise It Up)
6. Coldplay - The Scientist
5. MGMT - Time To Pretend
4. The White Stripes - Seven Nation Army
3. Outkast - Hey Ya!
2. Daft Punk - One More Time

no i numer jeden, chyba bez większego zaskoczenia, bo jest to utwór zdecydowanie na to zasługujący...

1. RADIOHEAD - IDIOTEQUE (2000)
z albumu Kid A






do zobaczenia wkrótce przy zamknięciu serii!
hani.

4 komentarze:

  1. tak, idioteque to w sumie też mój numer jeden tego przedziału czasowego jak na razie. A, no i dzięki za przypomnienie the scientist, bo ostatnio mi umknęło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. coldplay tak tak tak! <3 najlepszy jest ten kawalek na zywo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na dzień dzisiejszy pokrywają się dwa utwory. Gdzieś w styczniu wystawię swoją pięćdziesiątkę, w niej – na tę chwilę – mieszczą się aż cztery piosenki z tego zestawienia. Czyli kompatybilność całkiem jako taka.

    OdpowiedzUsuń
  4. zgadzam sie ze wszystkim oprócz numeru 3:D dlaczego tak wysoko- Outcast jest fajny ale nie wnosi nic do muzyki(oprócz tego że to słynne "hey ya" chodzi po głowie cały dzień), ale okej nie musze się ze wszystkim zgadzać:D

    OdpowiedzUsuń