poniedziałek, 6 grudnia 2010

2k10/10/2 /// najlepsze albumy 2010

witam was ponownie, moi drodzy. w zeszłym tygodniu podsumowałem najlepsze filmy i teledyski mijającego roku, a dziś pora na moje zestawienie, w którym zaprezentuję najlepsze albumy 2010.


 na samym początku szybko pokażę miejsca 10-6, omawiając je króciutko, a potem przejdziemy to wielkiej piątki 2010.


miejsce 10. Simian Mobile Disco - Delicacies / po miernym Temporary Pleasure, panowie wzięli się do roboty i zrobili świetny album w duchu IMD. mocno wkręca i hipnotyzuje.

miejsce 9. Hot Chip - One Life Stand / Hot Chip znalazło w swojej muzyce duszę. plus niezapomniane linie basu. piękna sprawa.

miejsce 8. LCD Soundsystem - This Is Happening / trzon LCD Soundsystem, James Murphy, zapowiada, że to ostatni album pod tym szyldem. błąd. genialne kompozycje, pełne niespodzianek i świetnie linie syntezatorów.

miejsce 7. Yeasayer - Odd Blood / pop-rock-folk-elektroniczna wyprawa po umysłach tego niesamowitego zespołu z Brooklynu. album popowy, którego nie można się wstydzić.

miejsce 6. Delphic - Acolyte / znalazło się też miejsce dla trzech młodych debiutantów, którzy już pokazują, że w dziedzinie eterycznej indietroniki rośnie nam nowy gigant.

a więc to byli wicemistrzowie, a teraz top 5.

miejsce 5.
My Chemical Romance
Danger Days: The True Lives of the Fabulous Killjoys
o tym albumie już pisałem. ale powtórzę - naprawdę mocna rzecz, panowie z My Chemical Romance rozwijają się i wychodzi im to rewelacyjnie. naprawdę, nie zgłaszam szczególnych zażaleń.

miejsce 4.
Sleigh Bells
Treats
oj, bardzo lubię ten oto album. ale żeby go przesłuchać, to lepiej przygotujcie się na to, że głośniki mogą nie wytrzymać - perkusja i bas wyrywają dziury w ziemi. głośne i brudne brzmienie w połączeniu z wokalem Alexis Krauss dają genialny efekt. plus te riffy gitarowe... mniam.

miejsce 3.
The Chemical Brothers
Further
chyba bez zaskoczeń, co? po drobnym spadku formy Chemiczni Bracia znów u szczytu możliwości. 50 minut niesamowitej podróży po elektronicznych dźwiękach. plus niezapomniane, 12-minutowe Escape Velocity.

no, i tu z góry zaznaczę, że ostatnie 2 miejsca na podium są mocno kontrowersyjne, i przysporzyły mi mnóstwo kłopotów w wyborze. wcale nie było łatwo podjąć tą decyzję, bo oba albumy prezentują naprawdę wysoki poziom, a jednocześnie są tak różne, że ciężko je porównać w jakikolwiek sposób. ale jakąś decyzję podjąć musiałem. i podjąłem. nie bijcie.

miejsce 2.
Gorillaz
Plastic Beach
może przypominacie sobie, jak kilka dobrych miesięcy temu rozpływałem się nad tym albumem, nie mogąc znaleźć słów i określeń innych niż "o kurwa", "ja pierdolę", "zajebiste" etc. nic od tamtej pory się nie zmieniło. nadal brakuje mi słów na epickość tego dzieła. więc przemilczę.

no, to pora na numer 1! and the winner is...

miejsce 1.
MGMT
Congratulations
każdy kawałek jest równie genialny i uzupełnia się nawzajem, każdy ma w sobie coś wyjątkowego. wysoki poziom nie spada nawet przez minutę. za każdym odsłuchaniem odkrywam na tej płycie coś nowego. to ogromny progres panów VanWyngardena i Goldwassera od czasów lanserskiego Kids. jednak, ku mojemu rozczarowaniu, przy następnym albumie panowie zapowiadają, że znów będą słuchać się wytwórni i pójdą w komerchę. ale póki mamy Congratulations, to cieszmy się tą chwilą, bo album jest prześwietny.

a więc widzimy się za tydzień, pokażę 10 najlepszych utworów 2010. see ya!

6 komentarzy:

  1. Congratulations < Oracular Spectacular.

    OdpowiedzUsuń
  2. Plastic Beach i Odd Blood za nisko zdecydowanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. ^ sugestia, że Plastic Beach powinno być na 1 miejscu, huh? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. na to wygląda ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. I szacunek jak stąd do Warszawy, bo z moją dziesiątką nie pokrywa się nic.

    OdpowiedzUsuń